„Mrożąca historia”. Publikacja opowieści, które zwyciężyły w konkursie!

 

Droga do pracy, na uczelnię, czy wieczorny spacer z psem. Wszędzie może spotkać nas coś złego, a poniższe historie są na to dowodem. Zapraszamy do lektury, a Zwycięzcom jeszcze raz dziękujemy za udział w konkursie i gratulujemy wygrania gazu pieprzowego!

[Zachowano oryginalną pisownię]

Jacek Wicher

Jako,że ten kraj jest ubogi w jakies incydenty to wrzucę opowieść z wojska,a dokładnie z misji ONZ gdzie broń,jaka by nie była,była bronią tylko do obrony osobistej-czyt.minimum force;).Na checkpoint wpadł dziadek z siekierą wyrzuciwszy nam od żydowskich sługusów itp.Niestety podszedł za blisko i oberwał…hełmem.Tak hełmem…jak już wspomniałem minimum force znaczy użycie broni w tylko w totalnie beznadziejnej sytuacji kiedy to już leży się pod takim delikwentem.Zawsze byłem zwolennikiem broni palnej dla obywateli ale większość z nich właśnie zaczęłaby od niej czego już nie popieram…do tej pory jestem uzależniony od kewlaru. AKMS kontra siekiera to troszkę nie fair…

Marta Tarsalewska

Pracuję kilkanaście kilometrów od domu i wracam do domu autobusem. Później muszę jeszcze dojść kawałek drogi pieszo. Zimową porą robi się już ciemno i co za tym idzie niebezpiecznie. Często zdarza się, że wracając spotykam się z głupimi zaczepkami. Staram się na nie nie reagować, ale wiadomo, że przechodzi wtedy dreszcz po plecach. Na przystankach spotykam pijanych panów i nigdy nie jestem pewna jakie mają zamiary. Jestem drobną dziewczyną i niestety muszę sobie z nimi radzić. Zazwyczaj widać, że są to głupie żarty, ale raz miałam sytuację, że trzech mężczyzn szło z 15 metrów za mną, nic się nie odzywając. Było tak przez kilka minut i aby to zakończyć skręciłam do sklepu. Nie chciałam kusić losu, tym bardziej, że dalej zaczynał się lasek. Wtedy naprawdę się bałam. Nie chciałam biec aby nikogo nie sprowokować, ale mój chód był i tak szybki. Może przesadzam, ale wiele takich historii słyszy się w telewizji lub czyta w internecie. Kilka osób już proponowało mi zakup gazu, ale nie mogłam się jakoś zebrać. Jeśli udałoby mi się go wygrać w tym konkursie czułabym się bezpieczniej i komfortowo. Wiedziałabym, że mam pod ręką coś, co bardzo zwiększy moje szanse podczas ewentualnej konfrontacji.

Peter Richman

Słyszałem kiedyś o sytuacji, która przydarzyła się pewnej dziewczynie. Były późne godziny wieczorne, a ona czekała na autobus. Wypadałoby dodać, że było to na zupełnym odludziu, gdzie częstotliwość z jaką pojawiają się autobusy można liczyć w godzinach. Jej środek transportu miał nadjechać za kilkanaście minut. Stała na przystanku zupełnie sama, gdy znikąd zjawił się podejrzany mężczyzna. Wyglądało to tak jakby nagle wyłonił się z lasu. Była późna jesień, a jego ubiór był dość skąpy jak na tę porę. Mężczyzna zbliżył się powolnym krokiem do dziewczyny, która powoli wsunęła swą prawą dłoń do kieszeni w kurtce. Gdy tajemniczy przybysz pojawił się w słabym świetle skąpej lampy górującej nad przystankiem, kobieta zauważyła w jego oczach jakąś dziwną pustkę, a może szaleństwo. Mężczyzna się odezwał i spytał
o papierosa. Dziewczyna odpowiedziała, że nie pali. Jegomość skwitował to jednym słowem: „szkoda”, po czym zaczął po coś sięgać do wewnętrznej kieszeni swojej wiatrówki. Kobieta nie potrzebowała lepszego ostrzeżenia i natychmiastowo wyciągnęła gaz pieprzowy, na którym już dawno położyła swą dłoń, czekając tylko na jakiś podejrzany lub niebezpieczny ruch ze strony mężczyzny. Tak jakby cały czas trzymała rękę na odpiętej kaburze z rewolwerem. Cienka strużka gazu trysnęła prosto w oczy przybysza
zalewając ich mroczną pustkę piekącą substancją. Mężczyzna zaczął krzyczeć niczym opętany, a jego obie dłonie przyległy do palących ślepi. Niczym zranione zwierzę uskoczył w gąszcz leśnych zarośli, a jego
opętańczy krzyk zdawał się słabnąć i słabnąć, aż całkowicie umilkł. Po chwili nadjechał autobus, a dziewczyna ciągle targana emocjami wskoczyła do niego jakby goniona przez całe zastępy piekielne. Gdy zajęła jedno z miejsc i ochłonęła, usłyszała jak w radiu nadają ważny komunikat. Ze szpitala psychiatrycznego, który znajdował się w okolicach uciekł psychopatyczny przestępca – morderca kobiet. Gdy zaczęto podawać rysopis kobieta zdała sobie sprawę jak niezwykłe miała szczęście.

Dominika Bogacka

Wszystko to działo się w lecie
O pewnym zdarzeniu się zaraz dowiecie
Kiedyś, gdy na działkach byłam
To się mocno przestraszyłam

W mej altanie siedział pan, który postanowił, że stanie się ona jego stałym miejscem pobytu. Oczywiście jestem za tym, aby pomagać bezdomnym, jednak On był przy tym bardzo agresywny. Prawdopodobnie było to spowodowane środkami niewiadomego pochodzenia, które zażywał. Informowałam odpowiednie służby o zaistniałej sytuacji, jednak ich reakcja nie była wystarczająca i mężczyzna w dalszym ciągu zakłócał mój spokój.

Pewnego dnia przyszłam na działkę i byłam przekonana, że mężczyzna znalazł inne miejsce, ponieważ nie było go słychać, a zazwyczaj zachowywał się bardzo głośno. Ponadto pytałam sąsiadów, którzy potwierdzili, że dawno go nie widzieli. Postanowiłam wejść do altany i zaczęłam robić w niej porządki, po godzinie stało się coś niespodziewanego – mężczyzna wrócił i co więcej, był bardzo agresywny, mówił, że ukradłam jego rzeczy, choć wokół mnie były jedynie same śmieci. Zaczęłam krzyczeć i szybko pojawił się mój sąsiad, który posiadał gaz i potraktował nim bandytę. Szybko zadzwoniłam na policję, jednak cała sytuacja była dla mnie tak stresująca, że przez długi czas nie mogłam dojść do siebie.
Teraz już wiem, że zawsze trzeba mieć przy sobie coś do samoobrony, bo świat jest pełen niebezpieczeństw…

Dorota Karu

Jak byłam w wieku szkolnym, miałam może z 12-13 lat. Na wakacje zostawałam sama w domu – w godzinach, w których moi rodzice byli w pracy. Zresztą tak jak większość moich koleżanek i kolegów. Przeważnie spędzaliśmy czas na podwórku, ale czasem kiedy padało, a nie chcieliśmy przerywać zabawy przenosiliśmy się do starej, opuszczonej kamienicy. Oczywiście nasi rodzice zabraniali nam tam chodzić – zresztą słusznie, aż mi skóra cierpie jak pomyślę jakie to miejsce było niebezpieczne. Któregoś razu na podwórku byłam tylko ja i moja przyjaciółka Klaudia, pamiętam jak dziś bawiłyśmy się w kwiaciarnie, kiedy zaczęło kropić, zebrałyśmy więc wszystkie manatki i przeniosłyśmy zabawę do ów starej rudery. W krótce zrobiło się straszliwie ciemno, a deszcz zaczął tak mocno lać, że ledwo słyszałyśmy się nawzajem. Wtedy zobaczyłam, że zostawiłam na ławce bluzę. Szybko po nią pobiegła. Kiedy, dosłownie po minucie, wróciłam zobaczyłam wierzgającą nogami i drącą się wniebogłosy Klaudia, którą trzymał w powietrzu jakiś facet. Byłyśmy małe, przerażona, ona darła się na całe gardło, ale nic nie było słychać. Wybiegłam szybko z bramy i też zaczęłam się drzeć i dzwonić domofonami bo sąsiedniej bramie krzycząc „na pomoc”. To wszystko trwało dla mnie wieki, ale w rzeczywistości ludzie zaczęli otwierać okna, jak zobaczyli, mnie metr dwadzieścia w kucykach, to niektórzy zeszli na dół (jedna pani pamiętam do dziś z miotłą). Nie pamiętam czy wydusiłam z siebie co się dzieje, czy tylko pokazała palcem, ale szybko pobiegli do bramy. Faceta już nie był, Klaudia stała jak słup soli, blada jak ściana. Ktoś wezwał policję. Wtedy tego faceta nie złapali, my z Klaudią już nigdy nie bawiłyśmy się same nawet na dworze. Czasami o tym wspominamy, ale chyba trochę wymazałyśmy to z pamięci. Może nie jest to historia o ciosach powalających napastnika, ale ucieczka i krzyk ile w płucach sił to też samoobrona. Wtedy na szczęście okazała się skuteczna.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *